Innego końca świata nie będzie - "Ślady" Jakuba Małeckiego

10 października


Biorąc się za ten zbiorek miałam przy sobie znaczniki. Wiecie, te małe, samoprzylepne karteczki, którymi można zaznaczać różne miejsca w książkach nie bazgrząc po nich długopisem. Był plan - zielone do długich cytatów, czerwone do krótszych. Zaznaczałam wszystko, co spodobało mi się szczególnie, w wyniku czego pod koniec lektury mój egzemplarz Śladów przypominał zielono-czerwonego jeżyka.

O czym to właściwie jest? Trudno powiedzieć, bo Ślady to zbiór dziewiętnastu krótkich opowiadań, a skoro opowiadań to wiadomo, że tematyka każdego będzie nieco inna. Ale nie są też zupełnie od siebie różne, łączą je dwie rzeczy. Pierwsza to sieć powiązań między bohaterami poszczególnych tekstów - a to ktoś jest czyimś dzieckiem, a to czyimś przyjacielem, a to sprawcą czyjegoś nieszczęścia. Powiązania nie są nachalne - opowiadania czytane osobno są zrozumiałe, fabularnie zamknięte i niczego im nie brakuje, ale uważny czytelnik po kawałku ułoży z nich niezwykłą mapę ludzkich losów. Druga z tych klamer spinających zbiór to motyw końca świata. Nie, nie tego końca z 2012, nie walących się mostów, nie zapadającej się ziemi. Tych jak z Piosenki o końcu świata Miłosza – małych, prywatnych, pozornie nieistotnych, a dla kogoś najważniejszych. Jest więc z początku Tadeusz, który ginie na wojnie – od jego losów, opisanych z dość nietypowej i ciekawej perspektywy (ale jakiej, tego Wam już nie wyjaśnię, coby nie psuć przyjemności z lektury) rozpoczyna się korowód postaci, niektórych barwnych i niezwykłych, jak choćby szalonego Chwaściora z jego fujarką, a niektórych na pierwszy rzut oka zwyczajnych, lecz przedstawionych w taki sposób, że ich losy nie dość, że nie wydają się ani trochę mniej interesujące, a wręcz są nam bliższe i częstokroć ważniejsze.

Pisze Małecki o tych końcach tak ładnie, że aż strach. Zdaniami krótkimi, ale konkretnymi i często w tej skrótowości zawierającymi całe światy. Nie dręczy zdaniami-wieżowcami, a jednak starcza mu prostych konstrukcji żeby powiedzieć wszystko i jeszcze odrobinę więcej. Ujął mnie tym – z jednej strony konkretny, a z drugiej – metaforyczny. Szczególną próbką tego stylu są pierwsze zdania opowiadań, często zabawne i tragiczne zarazem, jak na przykład:

Przez pierwsze dwanaście lat życia Oskar Wilhelm Czerski miał wszystko: rodziców, dom, siostrę i dwie połowy twarzy.

Kiedy indziej – tajemnicze akapity, które aż każą czytać by dowiedzieć się, co było dalej:

Czyta z prostych, tych jest chyba najwięcej. Czyta z łukowatych. Z blednących czyta i z tych gwałtownie urwanych. Z krótkich, dynamicznych. I z długich, zbliżających się do barierki – te lubi najbardziej. Dają wiele możliwości.

A przy tej prostocie nie popada w prostactwo ani w banał. Kłaniam się w pas.

Nie jest to także zbiór o sprawach prostych – autor nie ucieka od tematów ciężkich i nieprzyjemnych, jak choćby pojawiający się parokrotnie wątek alkoholizmu. Ale – i za to mu chwała – nie moralizuje przy tym, nie próbuje oceniać opisywanych przez siebie zjawisk, a jedynie przedstawia je z perspektywy jednostkowego dramatu. Spojrzenie na jednostkę, tak ważne w Śladach, każe nam wcielić się w rolę uważnych obserwatorów czyjegoś życia i odbiera łatwość sądzenia. Wszystkie zawarte w tym zbiorku historie, choć dotykają różnych płaszczyzn życia i są osadzone w innych czasach łączy to, że budzą wrażliwość, każą myśleć. A myślenia raz włączonego nie da się już wyłączyć.

I na sam już koniec, przyszedł czas na fundamentalny zarzut, który najczęściej stawiam książkom, które mi się spodobają: ZA KRÓTKA. Bo wszystko co dobre, (za) szybko się kończy, więc ja te 320 stron pochłonęłam zachłannie na jeden raz i zostałam z tą w pewien sposób nawet przyjemną pustką, która towarzyszy mi zawsze, kiedy skończę czytać coś bardzo dobrego. Panie Jakubie, pisz Pan tego dobra więcej! A ja uciekam nadrobić Dygot, bo wstyd mi coraz bardziej, że jeszcze nie czytałam.

Życie jest bardziej jak zbiór opowiadań. Poszarpane, nieprzewidywalne. Uwierz mi, mojego czy twojego życia nikomu by się nie chciało czytać.

Spodoba Ci się też:

5 komentarze

  1. Mam podobnie - również uważam, że "Ślady", jak z resztą każda książka Małeckiego, są zbyt krótkie. Ten gość pisze tak świetnie, że mógłbym go czytać w kółko. A Ty bierz się jak najszybciej za "Dygota" i "Odwrotniaka" (o którym w sumie wszystkim mówię/piszę, bo też warto)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wezmę się, wezmę, ale niestety im szybciej zacznę, tym szybciej skończę :P.

      Usuń
  2. Subtelnie przyznam, że Twoja recenzja zachęciła mnie bardziej niż Kaca, ale ćśś nie mów mu pls. Ostatnio kupiłam, dosyć spontanicznie, zbiór opowiadań Marka Hłasko, jednak były one trochę nie w moim stylu. Były zwykłe, miłe dla oka, aczkolwiek nie towarzyszyła mi w trakcie żadna emocja. Możesz mi poręczyć, że ta będzie inna? Bo zastanawiam się, czy robić drugie podejście do opowiadań ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci mogę SUBTELNIE poręczyć...

      Usuń
    2. Państwo, proszę się nie bić! :P
      Fakt faktem, że w krótkiej formie, jaką jest opowiadanie dużo trudniej czytelnika przywiązać do bohatera, więc trudniej też wzbudzić duże emocje. Nie mogę Cię zapewnić, że zakochasz się w tych opowiadaniach tak, jak ja i Kac, ale mogę zapewnić, że Małecki wzbudzać emocje potrafi.

      Usuń

Popularności