SIĘ - październik

01 listopada



Coby regularności stało się zadość, oto drugie już w historii tego bloga podsumowanie miesiąca. Października. Co SIĘ we wrześniu czytało i oglądało? No i co będzie się w listopadzie? Sprawdźcie na własne oczęta, zapraszam!


SIĘ czytało

Pochwalę się, bo dałam czadu. Mimo braku czasu i czegokolwiek innego, gdy przyszło co do czego okazuje się, że październik był moim najlepszym czytelniczo miesiącem od bardzo, bardzo dawna. Przeczytałam przez te 31 dni całe szesnaście książek, co w przeliczeniu na strony daje całkiem ładny wynik - 5 033. Z tej szesnastki znacznej większości nie udało mi się jeszcze zrecenzować, więc w ramach tej listy macie też podgląd na to, co będzie się działo na blogu w najbliższych dniach.
Ale na początek może te, o których pisałam:

Ślady Jakuba Małeckiego były moim drugim po dawno, dawno temu czytanym Dżozefie podejściem do twórczości tego autora i przeżyłam olbrzymie pozytywne zaskoczenie - Małecki po mistrzowsku operuje formą i językiem, a w jego zbiorze jest wszystko; można się pośmiać, można popłakać, a przede wszystkim można pomyśleć. Książka mocno melancholijna, więc idealnie jesienna, a więcej (i właściwie w samych superlatywach) piszę o niej tutaj.

Miasto Archipelag Filipa Springera miało wszystko to, co po lekturze 13 pięter (recenzja tu) sprawiło, że byłam panem Springerem zachwycona. Bo pan Springer naprawdę w reportaż potrafi i pokazuje to raz jeszcze zabierając nas w podróż po miastach Archipelagu. O tym, co dokładnie ten Archipelag znaczy i dlaczego warto o nim czytać piszę tu.

Schodów się nie pali Wojciecha Tochmana to właściwie żadna wydawnicza nowość - teksty zebrane pod tym tytułem najpierw pojawiały się pojedynczo w polskiej prasie, a jako całość zostały wydane po raz pierwszy w roku 2000, ale śliczne wznowienie Dowodów na Istnienie to doskonały pretekst, by sięgnąć po nie jeśli nie zrobiliście tego do tej pory. Różnorodna tematyka, język na najwyższym poziomie i doskonały przykład reportażu literackiego - tak w skrócie przedstawia się ten zbiorek, a więcej przeczytacie na jego temat tutaj.

Nasłuchy i namysły Grzegorza Piotrowskiego to literatura zupełnie innego rodzaju - praca wnikliwie analizująca zjawisko muzyki popularnej we wszystkich jej aspektach. Interesująca, wartościowa i zadająca wiele pytań, na które sami byśmy nie wpadli. Więcej o niej - tu.

Wielki Gatsby F.S. Fitzgeralda to pozycja, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać - czy to ze względu na jej doczesne miejsce w kanonie literatury, czy na głośną ekranizację z Leo DiCaprio w roli głównej. Kim jednak jest ten cały Gatsby i czy warto to w ogóle czytać? O tym pisałam tutaj.

W tym miejscu kończy się lista książek, które zrecenzować zdążyłam, a zaczyna druga, zdecydowanie dłuższa - te rzeczy na recenzję albo czekają, albo (bo i tak się zdarza) nie doczekają się jej nigdy.

Na pewno recenzować nie będę Dziadów naszego ukochanego Wieszcza Nad Wieszcze, czyli Adama Mickiewicza. Dlaczego? Bo właściwie nie mam na ich temat zdania, szacunek wobec kunsztu literackiego widocznego w tym utworze walczy we mnie z niechęcią do dramatycznej formy i do romantyzmu jako takiego. To samo tyczy się zresztą Giaura George'a Byrona, którego ze względu na wyjątkowo niewielką objętość (wszystkiego może z 80 stron) nie potraktowałam nawet do końca jako książki. Z obowiązku, a nie dla przyjemności przeczytałam szybciutko i zapewne równie szybko zapomnę.

Nie czuję się także na siłach by recenzować Eseje Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, które z wielką przyjemnością i równie wielkim wysiłkiem czytałam z przerwami jeszcze od zeszłego roku. Moja szczątkowa erudycja jest wobec wiedzy, którą prezentuje autor po prostu bezradna. Książka świetna, ważna i wartościowa, ale na pewno nie łatwa i nie do połknięcia na raz.

Żeby nie przedłużać tej i tak już długiej wyliczanki, wymienię tylko to, co jeszcze czeka na zrecenzowanie: tomik Opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza, olbrzymia antologia dzieł E.A. Poego o wdzięcznym tytule Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze, Nietoperze Greczynki Leny Kitsopoulou, Kiedyś o tym miejscu napiszę Binyavangi Wainainy, Franny i Zooey pana od Buszującego w zbożu, czyli J.D Sallingera, fantastyczne (i wielkie objętościowo) Biesy Dostojewskiego, i w końcu całkiem jeszcze świeże Ma być czysto Anny Cieplak.

>> recenzja Kiedyś o tym miejscu napiszę <<



Będzie się więc działo!


SIĘ oglądało

Październik upłynął pod znakiem dwóch głośnych premier polskich - mowa oczywiście o Ostatniej rodzinie, która na Festiwalu Filmów w Gdyni zgarnęła właściwie wszystkie główne nagrody i Wołynia. Udało mi się zobaczyć obydwa z tych filmów, pierwszy recenzowałam (do przeczytania o tutaj), a drugiego recenzować... Nie będę, bo tyle osób zrobiło to już wcześniej, że naprawdę nie mam pojęcia, co odkrywczego jest do dodania.

Oprócz tego wzbogaciłam swój asortyment doskonale jesiennych filmów o kolejne trzy pozycje - About time (po polsku brzydko i niezbyt sensownie przetłumaczone jako Czas na miłość, co sugeruje fabułę bezczelnie romansową), uroczy, ciepły film z pogranicza fantastyki i… Nie ma co ukrywać, romansu, Orbitowanie bez cukru (tłumaczenie tytułu równie intrygujące, gdy spojrzymy na oryginalne Reality Bites), czyli  film, który na Filmwebie oznaczony jest jako komedia chyba tylko dlatego, że reżyserował go Ben Stiller oraz Moonrise Kingdom, najprawdopodobnie najbardziej uroczy romans z dzieciakami w rolach głównych jaki kiedykolwiek widzieliście.

Do tego wszystkiego dorzuciłam sporą dawkę rozrywki pozwalającej mi przetrwać chłodniejsze miesiące - mowa oczywiście o oglądaniu seriali. Obok klasycznego w moim wydaniu przedzierania się przez kolejne sezony Big Bang Theory, były też dwie serialowe perełki, o których w wolnej chwili spróbuję napisać coś więcej. Pierwsza z nich, to cudo produkcji (i tu wielkie zaskoczenie) Telewizji Polskiej, ośmioodcinkowa seria Artyści, drugi natomiast - trwające jeszcze Westworld, które, już bez zaskoczenie, wyprodukowało HBO. Podrzucam poniżej trailery do obydwu i polecam zobaczyć przynajmniej jeden!






Było wszystkiego w październiku, jak widać, dość sporo. A planów na listopad jak na razie brak, może tylko nadrobienie blogowe tej bardzo długiej listy zaległości, a czytelniczo - przedarcie się choć przez część stosu książek, który przywiozłam z Targów Książki w Krakowie. A Wy? Co czytaliście, co planujecie? Znacie któryś z wymienionych przeze mnie filmów, seriali, jakąś książkę? Czym zwalczacie listopad? Podzielcie się w komentarzach!


Spodoba Ci się też:

5 komentarze

  1. "...przedarcie się choć przez część stosu książek, który przywiozłam z Targów Książki w Krakowie." - patrząc na to, że jedną z tego stosu skończyłaś czytać ledwo kilka godzin po jej zakupie, to pewnie nie będzie to zajęcie zbyt wymagające. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypominam, że staliśmy w korku przy wyjeździe przez przeszło dwie godziny... Zresztą, to była najkrótsza :P.

      Usuń
    2. Ale przecież miałaś w torbie coś innego zaczętego, co ponoć czytałaś w drodze na targi, więc nie wiem czemu się chwyciłaś kolejnej książki. :P Chyba, że ta tamta została jednak wcześniej skończona. :D

      Usuń
  2. ładne wyniki, szczególnie czytelnicze. ;) sporo naprawdę ciekawych książek czytałaś i przypomniałaś mi o porzuconym przeze mnie Dostojewskim, który czeka cierpliwie. i chyba się wreszcie doczeka. ;) ja z Targów jedynie dwie przywiozłam książki, bo i też nie za bardzo miałam za co szaleć, niestety. ale jeszcze leżą i czekają aż skończę mój wielki stos rozpoczętych książek. ;)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Dostojewskiego polecam wrócić, naprawdę warto! A co takiego z Targów przytargałaś?
      Pozdrawiam :))

      Usuń

Popularności