Afryka nie taka dzika - Binyavanga Wainaina, "Kiedyś o tym miejscu napiszę"

03 listopada






Czytamy literaturę europejską, czytamy amerykańską. Zdarza się nie tak znowu rzadko i australijska, czasem coś z Azji... A Afryka to nasza - Polaków i Europejczyków w ogóle - terra incognita. Nie wierzysz? To wymień z pamięci, nie sięgając do internetowej wiedzy jednego afrykańskiego pisarza, który nie nazywa się Nelson Mandela. Słabo? A przecież w Afryce mieszka jedna siódma ludzkości i dość trudno byłoby uwierzyć, że nikt z nich nie tworzy, nie pisze. Piszą, oczywiście, że piszą! Niektórzy - jak na przykład Binyavanga Wainaina - całkiem nieźle nawet!

Kiedyś o tym miejscu napiszę to układanka ze wspomnień autora, na początku przypominająca nieco przeglądanie albumu ze zdjęciami nieznanych na ludzi – nieskładne, chaotyczne pocztówki z życia i wydarte momenty. Z czasem, gdy już przezwyciężymy dezorientację wywołaną natłokiem obrazów, zaczyna wyłaniać się z nich portret pisarza i jego Afryki, obydwa niejednoznaczne i dużo bardziej złożone, niż moglibyśmy się spodziewać. Jak się żyje w Kenii, jak się tam dorasta? Jak współcześnie wygląda niezbyt dobrze się kojarzący Czarny Ląd? O co chodzi z tymi Hutu i Tutsi? Warto sprawdzić, dowiedzieć się, zweryfikować.

To, co w większości mamy w głowach pod hasłem "Afryka" to spojrzenie bardzo jednowymiarowe, a przede wszystkim - zewnętrzne. Co tam jest, apartheid? Gepardy zapieprzające po sawannach? Walki plemienne? Bieda i nędza? Znamy ten kontynent głównie z relacji reporterskich i filmów dokumentalnych, przez co umyka nam wiele szczegółów dotyczących tego, jak tam jest naprawdę. Nie interesujemy się miastami Afryki, jej inteligencją, twórcami i to nas - zasklepionych w małej, starej Europie lub ukierunkowanych na Zachód - bardzo ogranicza. Spojrzenie od środka na Kenię i kraje ościenne, jakie oferuje nam Wainaina pozwala ten błąd częściowo naprawić, a przynajmniej uświadomić sobie, że tam, w Afryce, też jest inteligentne życie. Oczywiście, nie jest tam kolorowo, autor pisze na przykład o tym, jak konflikty między plemionami wpływają na politykę, o biedzie czy o braku dostępu do edukacji, ale to, co ostatecznie ukazuje się naszym oczom to kontynent dynamiczny, rozwijający się, bardzo zróżnicowany i naprawdę interesujący. Choćby ze względu na to warto po tę pozycję sięgnąć.

Warto też ze względu na język, którym autor operuje chwilami po mistrzowsku. Mieli okazję przekonać się o tym czytelnicy mojego Twittera, gdy podczas czytania zasypywałam ich cytatami. Wainaina swój obraz buduje bez popadania w egzaltację i przytłaczania czytelnika wymyślnymi konstrukcjami gramatycznymi, a jednocześnie wyjątkowo plastycznie. Kolory, zapachy, smaki - to się wręcz w tej powieści czuje. Bywa na przykład tak:

Parę chwil temu słońce było jednym wielkim białym promieniem. Teraz zapadło się w drzewa. W całym ogrodzie są tysiące drobnych słoneczek patrzących przez szczeliny, wszystkie są kuliste, wszystkie wypuszczają tysiące promieni. Promienie padają na gałęzie i liście i rozszczepiają się na tysiące mniejszych, doskonałych słońc.

Językowo - świetnie, niestety pod innymi względami już nie aż tak. Przeszkadza na przykład... Ignorancja czytelnika, a konkretnie dość - jak mi się wydaje - powszechne braki w znajomości historii najnowszej kontynentu afrykańskiego. Prześlizgując się po życiu autora zahaczamy o sporo istotnych wydarzeń, o których mogliśmy nie słyszeć, a których przypisy niestety nie tłumaczą. Czasem trudno się przez to połapać, co takiego właściwie się dzieje, dlaczego bohaterowie robią to, co robią i po co. Na niekorzyść tej książki działa też związane stricte z jej formą nierówne tempo akcji - z jednej strony trudno oczekiwać go po zapisie czyjegoś życia, a z drugiej - przez ostatnie sto stron miałam wrażenie, że książka jest w sumie o niczym i, że nic interesującego się już nie stanie. 

Jest po co, bo inny punkt widzenia zawsze jest cenny, a literatura afrykańska w polskiej odsłonie jest zjawiskiem rzadkim i niszowym. Jest po co, bo to książka, o której można z pełną odpowiedzialnością mówić, że jest ładnie napisana. Niestety, ładnie napisana nie oznacza jeszcze wybitna i na przykładzie Kiedyś o tym miejscu napiszę widać to doskonale. Ale widzę tu potencjał i jeśli Wainaina napisze jeszcze jakąś książkę, która cudownym trafem zostanie przetłumaczona na język polski, sięgnę po nią z pewnością.




Spodoba Ci się też:

1 komentarze

  1. No jak jest po co, to dobrze wiesz co zrobiłem z tą książką na LC. :P

    OdpowiedzUsuń

Popularności