SIĘ - listopad

05 grudnia


Tuwim nazywał listopad „jednym z dotkliwszych wrzodów na dwunastnicy roku” i zabierając się do podsumowania tego miesiąca nie mogę się z nim nie zgodzić. Książek przeczytanych o połowę mniej, niż w październiku, na blogu ciemno, pusto, głucho (wszędzie) i ogólnie rzecz biorąc - wstyd i hańba. Ale żeby nie było, że cały listopad przespałam, coś tam się znajdzie. Zapraszam więc!



SIĘ czytało

Jak już wspominałam - regres, bo w porównaniu z październikową szesnastką, sześć książek przeczytanych w listopadzie wypada … No, dosyć słabo. Na usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że prawie wszystkie z przeczytanych w tym miesiącu pozycji były dość ciężkie, jeśli nie typowo fizycznie, to przynajmniej gatunkowo.

Pierwszą z listopadowych lektur była Księga szeptów Varujana Vosganiana, do której kupna zabierałam się już od dłuższego czasu, ale zebrać się nie umiałam, do czasu, aż nie okazało się, że zarówno autor, jak i tłumaczka zostali w tym roku nagrodzeni Angelusem. A o czym to, jak to i co to? Zaczyna się ładnie, od pachnących świeżo paloną kawą uliczek i brodatych starców, wśród których autor spędzał swoje dzieciństwo. To właśnie owi starcy i ich historie stają się pretekstem do odmalowania przed czytelnikiem smutnej, traumatycznej przeszłości Ormian - przeszłości naznaczonej ludobójstwami, poprzecinanej szlakami marszów śmierci. Dziwna to książka, trudna, momentami bardzo przygnębiająca, ale z pewnością warta zachodu.

Pełna recenzja już wkrótce (miejmy nadzieję)

Dalej, Barbarzyńca w ogrodzie Zbigniewa Herberta, o którym to zbiorze esejów wolę nie pisać wiedząc, jak żałośnie wypadnę w zestawieniu z olbrzymią erudycją autora. Fascynujący, poszerzający horyzonty, wciągający i dzięki gawędziarskiemu stylowi Herberta całkiem strawny. Wady? Brak (przynajmniej w moim wydaniu) przypisów tłumaczących pojawiające się w tekście wtręty francuskie.

Dobrze się myśli literaturą Ryszarda Koziołka to kolejny zbiór esejów, wobec którego gubią się moje mizerne próby opisu. Autor, literaturoznawca i profesor Uniwersytetu Śląskiego opowiada o literaturze tak, jak się powinno - z nieskrywaną fascynacją i zainteresowaniem, które udziela się czytelnikowi niezależnie od tego, czy mówi akurat o Springerze, czy o znienawidzonym przez uczniów Sienkiewiczu. Ostrzegam tylko - po przeczytaniu tej książki będziecie mieć na liście rzeczy, które chcecie przeczytać prawdopodobnie kilkadziesiąt kolejnych pozycji, tych nieczytanych i tych, do których dzięki Koziołkowi zapragniecie nagle wrócić.

Nie mogło zabraknąć lektur, tak więc - Pan Tadeusz. Z całym szacunkiem dla wybitnego wieszcza, już się chyba z Adasiem nie polubimy. Kwiecisty trzynastozgłoskowiec nie trafia do mnie zupełnie, a Tadeusz, który nie potrafi odróżnić czternastoletniej blondynki od sporo starszej brunetki nie budzi we mnie żadnych (prócz rozbawienia) uczuć. Mimo wszystko jednak, jako że to nasza narodowa epopeja, Pana Tadeusza przeczytać warto by było.

Król Szczepana Twardocha przekonuje po pierwsze nazwiskiem na okładce, a po drugie - opisem na tejże, który głosi:
Zwroty akcji, romanse, gwałty, ćwiartowanie ciał, szantaże, przewroty (...). Trzymająca w napięciu powieść, w której autor zderza dwie perspektywy Polski lat trzydziestych: żydowską i polską.

Brzmi przyjemnie, czyż nie? I jako, że Króla planuję zrecenzować i to w recenzji z niespodzianką, z tym Was na razie zostawiam, czekajcie niecierpliwie.

Ostatnią z przeczytanych w listopadzie książek była Amerykańska sielanka Philipa Rotha, która zresztą ma doczekać się niebawem ekranizacji, gdzieś poniżej znajdziecie więc trailer. Jest to powieść o dość sporym rozmiarze, która mimo tego i trudnego tematu przewodniego, jakim jest kruszący się amerykański sen, nie tylko nie nuży, ale wręcz zasysa czytelnika. To doskonale skonstruowana, pełna współczucia dla opisywanych postaci proza i na tych ogólnikach pozwolę sobie póki co opinię zawiesić, bo Amerykańska sielanka również ma spore szanse doczekać się recenzji z prawdziwego zdarzenia.




SIĘ oglądało

Tak dla odmiany, się oglądało sporo całkiem. Przede wszystkim seriali - na bieżąco kontynuowałam Westworld (w momencie publikacji tego posta będziemy znać już finał i może przy odrobinie szczęścia uda mi się coś naskrobać na temat pierwszego sezonu), zabrałam się za Outlandera - niekoniecznie ambitne, ale urocze romansidło z kiltami i siedemnastowieczną Szkocją w rolach głównych i podjęłam próbę zainteresowania się nowym sezonem American Horror Story, która to próba zakończyła się po dwóch odcinkach.



Jeśli chodzi o filmy, listopad upłynął mi pod znakiem musicali – był Upiór w operze, następnie klasyczne Dźwięki muzyki i Moulin Rouge!, wszystkie trzy urocze i na wskroś musicalowe, zdecydowanie do polecenia tym, którzy lubią ludzi śpiewających w najdziwniejszych momentach.

Z rzeczy nowych albo prawie nowych, wybrałam się na Doctora Strange - bardzo marvelowski, bardzo Benedict Cumberbatch i bardzo ładne efekty specjalne, więc generalnie polecam, tym bardziej, że da się oglądać w oderwaniu od całego uniwersum Marvela, oraz pod przykrywką „filmu ekologicznego” wylądowałam na Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci, interesującym i pobudzającym do myślenia dokumencie o technologii od najmniej technologicznej strony.



I właściwie tyle tego wszystkiego. Na blogu było przez ten miesiąc dość pusto - listopad nie sprzyja myśleniu, a więc i pisaniu nie bardzo, w związku z czym nie nadrobiłam ani tego, czego nie zdążyłam zrecenzować w październiku, ani nie pisałam na bieżąco o czytanych książkach. Mam nadzieję poprawić to nieco w tym miesiącu i może wskażecie mi, od czego zacząć? Recenzja których z przeczytanych w tym miesiącu książek czy obejrzanych filmów interesuje Was najbardziej? No i co Wy zrobiliście z listopadem, na jakie filmy i książki się natknęliście? Czekam na komentarze!




Spodoba Ci się też:

4 komentarze

  1. Napisałbym, że chcę "Króla" na pierwszy ogień, ale najpierw go przeczytam, bo boję się o jakieś spojlery niemiłe. :P No i pocieszająco przypomnę, że ja w listopadzie nie przebiłem październikowych TRZECH książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj *pogania leciutko*, a ja postaram się nie spojlerować.

      Usuń
  2. Sześć książek to jak dla mnie całkiem sporo :D
    Też ostatnio skończyłam czytać "Dobrze się myśli literaturą". Co jakiś czas dawkowałam sobie po jednym z esejów i niedługo na pewno to powtórzę! Ale masz rację, najpierw muszę nadrobić zaległości z tekstów tam omawianych :) I jeśli można kogoś jeszcze zachęcić do tej publikacji, to eseje wciągają i fascynują również wtedy, kiedy doskonale wie się, co będzie napisane dalej, bo dokładnie to samo słyszało się już na wykładzie prof. Koziołka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ zazdroszczę wykładów :o. Muszę przejrzeć teraz te eseje jeszcze raz, powynajdywać wszystko, czego nie przeczytałam, nadrobić i wrócić do prof. Koziołka jako czytelnik choć trochę bardziej świadomy.

      Usuń

Popularności