Czy wydanie ma znaczenie? - czyli o ładnych książkach w brzydkim świecie

13 stycznia



Nie oceniaj książki po okładce - brzmi ładnie, czyż nie? I o ile twierdzenie to w odniesieniu do ludzi ma jakie takie zastosowanie (choć ponoć i tak bardziej lubimy tych atrakcyjnych), to gdy mówimy o książkach samych w sobie zdaje się nie mieć zastosowania. No bo przyznaj, ile razy zdarzyło Ci się zostać przyciągniętym do sklepowej półki wyjątkowo udaną oprawą graficzną książki? Ile razy po przeczytaniu blurba na tylnej okładce nagle nabrałeś ochoty na tytuł, którego wcześniej nie kojarzyłeś? No właśnie.


Jak to więc jest z tą okładką - ważna, czy nie? Osobiście uważam, że jak najbardziej, ale żeby nie opierać całego tego artykułu na własnym wydajemisię, postanowiłam zapytać o to Was. Tak powstała mała ankietka, w ramach której mogliście odpowiadać na pytania dotyczące wydawania książek właśnie. Zebrało się łącznie aż 109 odpowiedzi, porozmawiajmy więc o pytaniach i odpowiedziach na nie - może nawet wyjdzie coś ciekawego.

1. Czy uważasz, że sposób wydawania książek jest ważny?



Czyli jednak. Czyli jest. Czyli paskudka z ładną okładką sprzeda się dobrze niezależnie od zawartości? Chyba jednak nie do końca o to chodzi. Są w końcu nazwiska, które sprzedawałyby się zawsze, niezależnie od okładki. Przykład? Stephen King (który, nawiasem mówiąc, wydał ostatnio książkę dziecięcą pod pseudonimem i napisał do niej blurba jako on sam). Albo Paulo Coelho, a patrząc bliżej - Remigiusz Mróz. Dla całej reszty, która nie jest Stephenem Kingiem, okładka jest jednak dość ważna, szczególnie, gdyby chcieli swoją książkę na przykład sprzedać. Co prowadzi nas prosto do drugiego pytania:

2. Czy sposób wydania książki może mieć wpływ na Twoją decyzję o jej zakupie?


Tym samym ankietowani przyznali się, że zdarza im się oceniać po okładce. Ale zaraz, brzmi to bardzo źle, wręcz tak, jakby książki były kupowane tylko jako ładny bibelot, który można postawić na półce i odkurzyć raz na pół roku, ewentualnie przejrzeć, pozachwycać się ładnymi zdjęciami czy składem czcionki, powąchać może, a potem odłożyć z powrotem... A wszak tu o czytanie chodzi! Pamiętajmy jednak, że ta najważniejsza, intelektualna wartość w coś musi być opakowana. Z tym „czymś” - okładką, czcionką, rodzajem papieru - mamy do czynienia podczas czytania i nie ma co się łudzić, że nie ma to zupełnie wpływu na to, jaką przyjemność sprawia nam czytanie. W przeciwnym wypadku już dawno wszyscy przerzucilibyśmy się z papierowych książek na czytniki...

Wróćmy jednak do samego aktu zakupu - przecież zanim jeszcze sprawdzimy ocenę danej książki na lubimy czytać czy jakimś tam innym portalu, zanim zaczniemy rozpytywać rodzinę i znajomych czy przypadkiem nie mieli z tym tytułem do czynienia, lub zanim impulsywnie kupimy książkę przeczytawszy jedynie jej opis, musi być to coś, ten impuls, który sprawi, że spośród setek innych książek weźmiemy do ręki tę właśnie... I to coś jest okładką.

3. Czy podczas zakupu kierujesz się umieszczonymi na okładce rekomendacjami celebrytów?




To może być szok dla wydawców, którzy z uporem godnym lepszej sprawy płacą fortunę, by napisać na okładce książki, że poleca ją ten czy inny celebryta, ale po przepytania niewielkiego wycinka społeczności czytelniczej okazało się, że na większości z nich taka rekomendacja nie robi najmniejszego wrażenia. Więcej nawet - choć to już z ankietki nie wynika, a jedynie z wieloletniego doświadczenia mola książkowego, którym jest, uwaga, autorka tekstu sama w sobie - taka rekomendacja może nawet odnieść skutek odwrotny od zamierzonego i zniechęcić. Na przykład dlatego, że daną powieść reklamuje, dajmy na to, Michał Wiśniewski, a Wam nie podoba się kolor jego włosów. Albo po prostu nie podoba Wam się to, że jego nazwisko zajmuje na okładce więcej miejsca, niż nazwisko autora.

4. Czy są wydawnictwa, których książki rozpoznał(a)byś po okładce? Jakie? (jeśli nie, pozostaw puste)


Z racji tego, że pozostawiłam w tym miejscu możliwość nieudzielania odpowiedzi, większość ankietowanych skwapliwie z niej skorzystała. Trudno powiedzieć, czy oznacza to, że faktycznie nie ma wydawnictw, których książki byłyby dla nich rozpoznawalne, czy po prostu nie chciało im się nad tym pomyśleć czy wpisywać już pomyślanych literek. A po co w ogóle takie pytanie? Jak wszystkie tutaj - z wścibsko-ciekawskiej natury autorki, a w tym konkretnym przypadku z ciekawości, czy zdała się na coś spójność oprawy graficznej, którą stosują niektóre z wydawnictw. Bardzo dobrze widać ją na przykład w przypadku Czarnego, które wylądowało tu na drugim miejscu, a którego Seria Amerykańska zdecydowanie wyróżnia się na księgarnianych półkach.
Dziwi wysokie miejsce Wydawnictwa Amber, które jakoś nieszczególnie kojarzy się z pięknymi oprawami. Przy jednej z odpowiedzi pojawiło się wyjaśnienie takiego stanu rzeczy, niestety zawierało niecenzuralne słowa i nie możemy go tu umieścić.

(oprócz umieszczonych na wykresie, w odpowiedziach pojawiło się sporo wydawnictw wymienionych dwa razy, na przykład MAG czy Książkowe Klimaty, oraz całe mnóstwo wymienianych tylko raz, w tym PWN, Od deski do deski, Insignis, W Podwórku)

5.Czy jest wydawnictwo, którego książki podobają Ci się szczególnie (ze względu na wydanie)? Jakie? (jeśli nie, pozostaw puste)


A jakie książki nam się podobają? Wprawdzie dość trudno stwierdzić to na podstawie tych kilkudziesięciu odpowiedzi, które zostały udzielone na to pytanie, ale wygląda na to, że... Różne, bo równą ilość głosów otrzymało na przykład reportażowe Czarne i wydający literaturę młodzieżową Moondrive. A króluje Sine Qua Non, cześć mu i chwała!
Zdziwienia? Na pewno zupełny brak w zestawieniu takich perełek, jak Karakter czy Książkowe Klimaty, których pięknymi wydaniami zachwycam się za każdym razem. Tylko raz pojawiają się też Marginesy, których wydania powieści Jaume Cabre są *wzdycha cichutko*.

6. Okładka twarda czy miękka?


Pytanie, zdawałoby się, głupiutkie - wszyscy wiedzą, że twarde okładki są lepsze. Takie, wiecie, porządne. Tylko, że każdy, kto był kiedyś zmuszony do dźwigania takiej porządnie oprawionej cegły w torbie wie, że te w miękkiej dźwiga się jednak lepiej.

A co z tego wszystkiego wynika?

Po pierwsze, wydanie ma jednak znaczenie. Lubimy, gdy nasze książki wyglądają ładnie i w jakimś stopniu oceniamy po okładce. Nie żebyśmy nie odróżniali ładnej złej książki od brzydkiej ale dobrej, po prostu lepiej nam, gdy oprócz wartości intelektualnej przedstawiają sobą też wartość estetyczną.
Po drugie, ile czytelników, tyle definicji ładnej książki i tyle różnych wydawnictw, których sposób wydawania podoba nam się szczególnie. Na pewno jednak wielu z nas rozpoznaje charakterystyczną „robotę” wielu wydawnictw i ma swoich faworytów w tym okładkowym szaleństwie.

Skoro już doszliśmy do wniosku, że okładka i w ogóle sposób oprawy książki to jednak kwestie dość istotne, pozostaje pytanie - jak wygląda ładna książka? Zapewne ile czytelników, tyle odpowiedzi na to pytanie (a o Waszych własnych upodobaniach chętnie przeczytam, macie komentarze, wiecie, co robić). Dużo łatwiej w tym temacie ponarzekać i wymienić kilka rzeczy, które wyglądają źle niezależnie od osobistych upodobań... Ale, zaryzykujmy. Oto:

5 Wydawco tak mi rób

1. Wyklejki

Cornelia Funke w „Atramentowym sercu”, cudownej książce, która każdego dzieciaka uczyni molem książkowym na resztę życia pisała:

Każda książka [...] powinna się zaczynać od wyklejki. Najlepiej w ciemnym kolorze: ciemnoczerwonym, granatowym, to zależy, jaka jest okładka. Kiedy otwierasz książkę, wkraczasz jakby do teatru: najpierw jest kurtyna, odsuwasz ją i przedstawienie się zaczyna.

Ładniej bym tego nie ujęła, a więc wyklejki, wyklejki dla wszystkich!

2. Okładki z fakturą

Nie, nie muszą być jak w dziecięcych książeczkach z futerkiem (chociaż byłoby fajnie, nie powiem), ale całkiem miło jest gdy karton ma jakieś tłoczenia albo jest innego rodzaju. Mała rzecz, a cieszy.

PS Moim ulubionym jest w tym temacie Copernicus Center Press - nie wiem, jak to robią, ale okładki ich książek są tak przyjemne w dotyku, że chciałoby się je głaskać.

3. Pomysłowość

Wiem, brzmi to bardzo ogólnie i można pod to podciągnąć prawie wszystko, ale pokażę Wam zaraz parę przykładów takich pomysłowych wydań. Jeszcze milej robi się, gdy ma ona jakiś związek z tytułem albo treścią książki.



4. Szyty grzbiet

Posmak luksusu w życiu książkoholika, odporny na wilgoć i czas - szyty grzbiet to miła rzecz, zwłaszcza, że tak rzadko już spotykana.

5. Obrazki

Cóż, to chyba znaczy, że nie dorosłam jeszcze do końca. Nie przeszkadza mi to wcale.



Lubię zdjęcia w książkach, jakieś miłe detale na początku czy na końcu rozdziałów, na których można zawiesić oko; takie drobiazgi wyłaniające się spomiędzy tekstu czy z marginesów... A jeśli o marginesy chodzi, to niezrównanym mistrzem pozostaje "Świat według T.S. Spiveta" (książka z założenia dla dzieci, ale ćśśś), opowieść o młodym kartografie z przecudnie pobazgranymi kartkami.

A Wy? Uważacie, że sposób wydania książki ma znaczenie? Macie swoje ulubione wydawnictwa? Coś, na co zwracacie uwagę szczególnie gdy patrzycie na książkę? Rozmawiajcie ze mną w komentarzach.




Użyta w grafice okładkowej ikona pochodzi z kolekcji Tinashe Mugayi w Noun Project.

Spodoba Ci się też:

0 komentarze

Popularności