Miły, zupełnie nie boję się Twoich powrotów

10 maja



... nie wychodząc stąd, raczej trudno będzie wam znów tu przyjść. 
(Astrid Lindgren, „Pippi Pończoszanka”)


Zniknęłam na moment. Zapadłam się w przygotowania do matury, w zajmowanie się drużyną harcerską, w rytm normalnego życia, w którym nie było przez ten niespełna rok miejsca na opisywanie tutaj rzeczy małych i większych.

Teraz wszystko zwolniło, ucichło i mogę znowu zacząć sobie przypominać jak składa się litery  w słowa, a słowa w zdania - nie dlatego, że przez ten rok oduczyłam się czytać, a dlatego raczej, że odwykłam od pisania czegoś tylko własnego, w formie takiej, jaka mi się żywnie spodoba i nie bacząc, kto przeczyta.

Jako jednak, że przez ten rok zmieniłam się ja, zmieni się pewnie także to, co na tutaj ujrzycie - raczej nie liczyłabym na recenzje wyłącznie książek, z rzadka filmów; chyba więcej dotrze do tego zakątka internetu światła z zewnątrz, jakichś małych radości i zachwytów, równie niewielkich niepokojów. Rozmów.

Zresztą, trudno właściwie przewidywać teraz, patrząc na niezapisaną jeszcze kartkę. Wleciałam tu głównie po to, żeby przywitać się ponownie, a więc - dzień dobry, dobry wieczór. Miło mi, że tu jesteś.

I do napisania wkrótce.

(tytuł posta nawiązuje do całkiem ładnej szanty)
(zdjęcie na górze jest moje i mojego nowego przyjaciela - Zenita 12 XP)

PS wszystkie posty z poprzedniego życia bloga wciąż tu są - znajdziesz je w zakładce (archiwalnie)

zerknij też tutaj:

0 komentarze

(popularności)