[TYLKO U NAS] Dowiedz się, o czym szumią wierzby

08 października



Smutne czasy nastały - nie mamy kiedy przypatrzeć się drzewom, powdychać zapachy lasu, a lisa czy sarnę częściej widujemy na fotografiach, niż w rzeczywistości. Brakuje nam kontaktu z przyrodą, brakuje nam widoku zieleni i tlenu. Nie mamy czasu, więc w czasie wolnym wyszukujemy, kupujemy i czytamy książki o tym, jak wspaniała i tajemnicza jest natura.


Gwoli ustalenia faktów - nie czytałam żadnej z książek w typie Sekretnego życia drzew, Duchowego życia zwierząt, czy innych pozycji, od których zaroiło się w ostatnich miesiącach na księgarnianych półkach. Przejrzawszy je pobieżnie uznałam po prostu, że nie są szczególnie odkrywcze czy interesujące z mojego punktu widzenia. Poniższy tekst nie jest więc w żadnym razie próbą krytyki czy recenzji żadnego z tych tomów ani ich ogółu. Zainteresowało mnie raczej samo zjawisko - rynek wydawniczy działa przecież dokładnie tak samo, jak każdy inny, rosnąca ilość tych publikacji musi więc oznaczać, że coraz większe jest zainteresowanie nimi. Co więc sprawia, że chcemy czytać o ćwierkających ptaszkach i szumiących drzewach?

Jak to lubimy mówić - mamy XXI wiek. Dostęp do informacji jest łatwiejszy, niż kiedykolwiek, mamy więcej możliwości spędzania czasu i niesamowicie szeroki wybór rozrywki. To, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu mieściło się w granicach fantastyki naukowej (pamiętacie Lema piszącego o czytnikach ebooków?), dziś jest codziennością. Wszystkie te udogodnienia powinny sprawić, że mamy więcej czasu, a my - paradoksalnie - mamy go coraz mniej. Rynek pracy często wymaga od nas wielozadaniowości i zaangażowania w trybie niemal dwudziestoczterogodzinnym, nieobca jest nam także tyrania wyboru, którą niesie ze sobą poczucie, że każdy z nas jest kowalem własnego losu.

Pokłosiem tego typu presji jest tęsknota za tym, co Tom Hodgkinson określa jako swój tytułowy stary wspaniały świat. Brakuje nam trybu życia skupionego nie tylko na naturze i jej odczuwaniu, ale także na tradycyjnych wartościach - rodzinie, wspólnocie (i jest to być może jedyna rzecz, jaka łączy boom na literaturę przyrodniczą z rosnącą popularnością ruchów konserwatywnych). I tu czai się kolejna pułapka, bowiem rzeczywistość tradycyjna niesie ze sobą nie tylko owe wartości i kontakt z naturą, ale także całą masę trywialnych trudności, o czym wyżej już wspomniany Hodgkinson miał okazję przekonać się na własnej skórze.

Trochę tak, jakbyśmy byli Kochanowskim piszącym o wsi spokojnej, wsi wesołej w kontekście chłopów pracujących na pańszczyźnie, bardzo chętnie dowartościowujemy jedną stronę tej rzeczywistości, zupełnie zapominając o drugiej. Słowem, myślimy, jak to fajnie byłoby mieszkać sobie wśród zwierzątek na farmie organicznej wypierając ze świadomości, że utrzymanie takiej farmy wiąże się z porannym zwlekaniem się z łóżka dzień w dzień, bez weekendów czy wakacji. Trzeba przyznać, że autor Starego wspaniałego świata nie pozwala nam zachować tej zawężonej perspektywy - od czasu do czasu wtrąca bezpardonowo, że ścieżka, którą wybrał do najłatwiejszych nie należy, a zresztą, nawet, gdyby tych wtrąceń zabrakło, same już opisy zmagań z hodowlą zwierząt czy gromadzeniem drewna na zimę uzmysławia nam to w pełni. 

Autor Starego wspaniałego świata jest, trzeba przyznać, świrem. Na swoje poszukiwanie lepszej rzeczywistości rusza uzbrojony w literaturę sięgającą starożytnej Grecjii i odrzuca z miejsca całość współczesnych dokonań ludzkości, zarówno tych szkodliwych, jak i przydatnych. Nie ze wszystkimi twierdzeniami Hodgkinsona jestem też skłonna się zgodzić - nie przyjmę na przykład do wiadomości, że w porządku jest wykorzystywanie fretek do polowań na króliki. Dwóch rzeczy jednak nie można pisarzowi-gospodarzowi odmówić - żelaznego uporu i szczerości w relacjonowaniu własnych niepowodzeń. Bo przeprawa miesiąc po miesiącu przez cały rok to nie tylko historia trudnych, lecz zwieńczonych powodzeniem przedsięwzięć, ale także sporo mniejszych i większych wpadek, które opisane są lekko i z poczuciem humoru.

Na tle innych skupionych na afirmacji natury pozycji (na użytek tego artykułu pozwalam sobie wrzucić je do jednego worka ale tak, wiem, że Sekretne życie drzew nie jest książką o samowystarczalnej farmie) Stary wspaniały świat wyróżnia się na pewno tym, że afirmowanie nie jest jedyną jego funkcją. Bardziej zielona trawa na odległej łączce wiejskiego życia jest po tej lekturze nieco mniej zielona - o tyle, o ile zniechęcające mogą być codzienne trudności związane z funkcjonowaniem w każdych warunkach. Hodgkinson pokazuje, że można żyć tak, jak się chce, mówi jednak także, że nie jest to wcale łatwe i nie będzie zawsze aż tak przyjemne. Jeśli jednak wizja autora zachęci Cię na tyle, że zechcesz spróbować, dostaniesz od niego garść rad i ostrzeżeń na początek. I przepis na piwo pokrzywowe (którego nie zdążyłam niestety wypróbować przed końcem sezonu pokrzywowego, ale doczeka ze mną do wiosny).

Może jednak Twoje marzenia dotyczące bliskości z naturą nie sięgają tak daleko i brakuje Ci tylko lasu, a w tym lesie drzew i hasających po nim wiewiórek. Nic w tym złego. Pamiętaj tylko, że oprócz książek o drzewach i lasach zawsze masz jeszcze do wyboru drugą opcję - poszukaj parku (a jeśli nie mieszkasz na betonowej pustyni to gwarantuję Ci, że gdzieś tam jest) i wybierz się do niego na spacer, tak po prostu. Bo zamiast czytać o czym szumią wierzby, może lepiej czasami sprawdzić to samodzielnie?

zerknij też tutaj:

0 komentarze

(popularności)